Jak uniezależnić od siebie firmę, zachowując kontrolę

Jak uniezależnić firmę od właściciela, nie oddając kontroli

Firmy właścicielskie rosną najczęściej według tego samego schematu. Najpierw robisz wszystko sam, bo tak jest szybciej. Potem dochodzą ludzie, więc rozdzielasz zadania, ale wyniki nadal sprawdzasz. Później pojawiają się kierownicy, tylko przed każdą większą sprawą ktoś i tak zagląda w Twój kalendarz. Formalnie wszystko się zgadza. Praktycznie firma ma wąskie gardło w postaci jednej osoby.

Od razu jedna rzecz, bo ona najczęściej blokuje start. Uniezależnienie firmy od właściciela nie polega na oddaniu kontroli, ale na przestawieniu jej o poziom wyżej. Bieżące decyzje zapadają bez Ciebie, a przy Tobie zostaje kierunek, obsada najważniejszych ról i granice ryzyka, których nikt nie przesuwa samodzielnie.

Z tego artykułu dowiesz się:
📋 W skrócie
  • Zależność od właściciela obejmuje trzy rzeczy naraz: prawo do decyzji, wiedzę o tym, jak firma naprawdę działa, oraz relacje z klientami i dostawcami.
  • W ponad jednej trzeciej polskich firm rodzinnych decyzje strategiczne podejmuje wyłącznie założyciel, a sformalizowany plan przekazania firmy ma 15 procent z nich.
  • Mianowanie jednego zastępcy zwykle nie zdejmuje zależności, a tylko zmienia osobę, na której firma stoi.
  • Decyzje powtarzalne oddaje się razem z progami, wiedzę wyjmuje się z głowy na papier, a przy największych klientach stawia się drugą osobę do kontaktu.
  • Przy właścicielu zostaje kierunek, obsada najważniejszych ról i granice ryzyka. Reszta może zapadać bez niego.
  • Niezależność da się zmierzyć: liczbą decyzji przechodzących w tygodniu przez właściciela i liczbą dni, które firma wytrzymuje bez niego bez spadku wyników.

Co znaczy, że firma jest zależna od właściciela?

Zależność firmy od właściciela to stan, w którym prawo do decyzji, wiedza o tym, jak firma działa, oraz relacje z klientami i dostawcami są skupione w jednej osobie, czyli firma zwalnia albo staje, kiedy tej osoby nie ma.

Warto to odróżnić od dwóch rzeczy, z którymi bywa mylone. Pierwsza to brak delegowania, gdzie wyzwaniem jest sam podział pracy, a odpowiedzią oddanie odpowiedzialności za cały obszar. Druga to sukcesja, czyli przekazanie własności oraz sterów następcy. Uniezależnienie firmy od właściciela to inna sytuacja: zostajesz na miejscu i dalej prowadzisz firmę, tylko przestajesz być punktem, przez który wszystko przechodzi.

Składają się na to trzy rzeczy i warto patrzeć na nie osobno, bo rzadko są na tym samym poziomie.

  • Decyzje: kto ma prawo rozstrzygnąć sprawę bez pytania Ciebie i do jakiej granicy.
  • Wiedza: ile z tego, jak firma naprawdę działa, istnieje wyłącznie w Twojej pamięci.
  • Relacje: ilu klientów i dostawców rozmawia tylko z Tobą i uznaje tylko Twoje ustalenia.

Najczęściej niedoceniana jest ta środkowa. Decyzje da się rozłożyć w ciągu tygodnia, relacje przekłada się kwartałami, a wiedza zostaje niewidoczna nawet dla samego właściciela (skoro ktoś pamięta wszystkie ustalenia z ostatnich dziesięciu lat, nie odbiera tego jako ryzyka). Sprawdzisz to jednym pytaniem: czego musiałby się dowiedzieć ktoś, kto od poniedziałku prowadzi Twój obszar zamiast Ciebie, a czego nie znajdzie w żadnym pliku?

Skala tego wyzwania jest w Polsce większa, niż wydaje się z perspektywy jednej firmy. Z danych o polskich firmach rodzinnych wynika, że do 2030 roku proces sukcesji czeka od 60 do 80 tysięcy z nich, a ponad połowa jest nadal prowadzona przez pierwsze pokolenie właścicieli. W ponad jednej trzeciej z nich decyzje strategiczne podejmuje wyłącznie założyciel, a sformalizowany plan przekazania firmy ma 15 procent. Bardzo dużo firm stoi więc dziś na jednej osobie, bez zapisanego scenariusza na jej dłuższą nieobecność.

Skąd się bierze zależność, której nikt nie zauważał?

Rzadko bierze się z zaniedbania. Przez pierwsze lata taka struktura sprawdzała się dobrze. Przy dziesięciu osobach właściciel decydujący o wszystkim jest przewagą, bo decyzja zapada w minutę, bez spotkania i bez procedury. Przy pięćdziesięciu ta sama przewaga zamienia się w wąskie gardło, ponieważ liczba spraw rośnie szybciej niż liczba godzin w Twoim tygodniu.

Nie ma w tym niczyjego błędu. Zmieniła się skala, a sposób podejmowania decyzji został ten sam, co przy dużo mniejszym zespole. W organizacjach o podobnej wielkości obserwujemy przy tym, że struktura nie urosła razem z firmą, więc zakresy odpowiedzialności pochodzą z czasów, kiedy zespół był o połowę mniejszy.

Kiedy nic się nie zmienia, dzieje się kilka rzeczy naraz.

  • Tempo firmy zrównuje się z tempem jednej osoby.
  • Dobrzy ludzie przestają przynosić pomysły, skoro rozstrzyga je i tak ktoś inny.
  • Twój urlop staje się kosztem, który przeliczasz jeszcze przed wyjazdem.
  • Firma jest trudniejsza do sprzedania i do sfinansowania, ponieważ kupujący i bank widzą ryzyko jednej osoby.

Żadna z tych rzeczy nie dzieje się w jednym kwartale, więc łatwo je przeoczyć.

Czy jeden zastępca uniezależni firmę od właściciela?

Najczęściej właściciele zaczynają od schematu „znaleźć jedną osobę, która weźmie na siebie operacje”. Dyrektor operacyjny, prawa ręka, ktoś z firmy awansowany na zastępcę. Nieraz to dobra decyzja kadrowa. Sama zależność zostaje jednak nienaruszona, a przenosi się o jedno biurko dalej.

Jeśli po roku od tej zmiany firma nadal staje, kiedy nie ma jednej konkretnej osoby, zmieniło się nazwisko, a nie sposób podejmowania decyzji.

Kryterium Jeden zastępca Zespół rozstrzygający w swoich obszarach
Kto domyka sprawy bieżące jedna osoba, do której trafia wszystko kilka osób, każda w nazwanym obszarze
Co się dzieje przy jej nieobecności firma czeka tak samo jak wcześniej pozostałe obszary pracują dalej
Co ogranicza tempo decyzji kalendarz tej jednej osoby kalendarz właściciela danego obszaru
Ryzyko przy odejściu tej osoby wysokie, bo wiedza znów jest w jednym miejscu rozłożone, bo zasady decyzji są zapisane
Kiedy takie ustawienie ma sens zespół do kilkunastu osób, jeden profil działalności zespół od kilkudziesięciu osób, kilka obszarów

Warto wiedzieć, że oba ustawienia mogą następować po sobie. Zastępca bywa etapem, nie celem: przez pierwszy rok domyka operacje, a w kolejnym rozdaje obszary dalej.

Skontaktuj się z nami

Opowiedz z jakim wyzwaniem się mierzysz naszemu konsultantowi. Podczas takiej rozmowy opowiemy w jaki sposób pracujemy i jak rozwiązaliśmy podobne wyzwania. Wspólnie wypracujemy możliwe kierunki współpracy!

Osoba do kontaktu
tomasz-nalewajk-new3
Tomasz Nalewajk
Delivery Director / Konsultant

Które decyzje oddajesz, a które zostają przy Tobie?

Kolejność ma tu znaczenie. Oddanie decyzji bez oddania wiedzy kończy się tym, że ludzie decydują po omacku i po dwóch tygodniach wracają po zgodę.

  1. Spisz, co przez Ciebie przechodzi w typowym tygodniu. Wystarczy tydzień notowania każdej sprawy, która czekała na Twoje „tak”. Przy każdej dopisz, co realnie wnosisz: wiedzę, której nikt inny nie ma, czy sam podpis.
  2. Oddaj decyzje powtarzalne razem z progami. Dla każdego obszaru ustalasz, do jakiej kwoty i w jakich warunkach rozstrzyga ktoś inny. Progi zapisane na jednej kartce działają lepiej niż ustalenie na korytarzu. W praktyce jest to tak naprawdę proste. Termin płatności do ustalonego poziomu przyznaje opiekun klienta, dłuższy wymaga Twojej zgody, a lista wyjątków dla stałych klientów jest spisana raz i obowiązuje wszystkich.
  3. Wyjmij wiedzę z głowy. Ceny progowe, warunki u dostawców, historia ustaleń z największymi klientami, dostępy do systemów. Dopóki to istnieje wyłącznie w Twojej pamięci, każda nietypowa sprawa wraca do Ciebie i słusznie.
  4. Postaw drugą osobę przy największych klientach. Klient rozmawiający tylko z Tobą jest jednocześnie Twoim najlepszym i najdroższym klientem. Wprowadzenie drugiej osoby do relacji zajmuje kwartał i zwykle nie podoba się nikomu, dopóki nie okaże się potrzebne.
  5. Ustaw rytm przeglądu zamiast kontroli bieżącej. Krótkie, cykliczne spotkanie, na którym patrzysz na wyniki i na wyjątki, a nie na pojedyncze sprawy. To część szerszego przejścia do zarządzania firmą systemowo.

Po drugiej stronie zostaje lista, której nie oddajesz. Dobrze, żeby była krótka i spisana.

  • Kierunek: w co firma wchodzi, z czego wychodzi i na czym nie oszczędza.
  • Obsada najważniejszych ról: kto prowadzi który obszar i kto go zastępuje.
  • Granice ryzyka: poziom zadłużenia, wielkość jednorazowego zobowiązania, warunki, których nikt nie zmienia sam.

Tyle wystarcza, żeby mieć wpływ na to, co się w firmie dzieje i jednocześnie nie zatrzymywać na sobie codziennych spraw.

Jak zmierzyć, że firma mniej zależy od właściciela?

Bez miary ta zmiana rozmywa się w poczuciu, że „chyba jest lepiej”. Pięć metryk wystarcza, a wszystkie da się policzyć bez dodatkowego systemu.

  • Liczba decyzji, które w tygodniu przechodzą przez Ciebie. Mierzysz raz na kwartał, przez jeden tydzień, tą samą metodą co na starcie.
  • Liczba obszarów z jednym nazwanym właścicielem. Nie chodzi o stanowisko w strukturze, ale o osobę, która rozstrzyga i odpowiada za wynik (jeśli przy obszarze widnieją dwa nazwiska, w praktyce nie ma tam żadnego właściciela).
  • Udział spraw domykanych bez Ciebie. Najprościej widać to po urlopie, kiedy sprawdzisz, ile wiadomości i decyzji czekało na Ciebie po powrocie.
  • Liczba dni z rzędu, które firma wytrzymuje bez Ciebie bez spadku wyników. Zaczyna się od trzech, potem od tygodnia. Jest to najuczciwszy miernik z tej listy.
  • Liczba największych klientów mających drugą osobę do kontaktu. Klientów, których już nie musisz obsługiwać osobiście.

Ile dni bez Ciebie wytrzymałaby dziś Twoja firma, gdyby telefon był wyłączony?

 

Co się zmienia w firmie, która nie czeka na właściciela?

Zanim zobaczysz konkretne liczby, zmianę odczujesz w codziennej pracy: sprawy zaczynają domykać się w dniu, w którym się pojawiły. Druga zmiana dotyczy ciągłości, bo choroba, wypadek albo dwa tygodnie bez zasięgu przestają być ryzykiem dla całej firmy. Trzecia jest finansowa i widać ją dopiero przy rozmowie z kupującym albo z bankiem.

Rynek transakcyjny ma na to własną nazwę. Dyskonto za osobę kluczową (po angielsku key man discount) to obniżenie wyceny firmy, której wynik zależy od jednej osoby. Analizy transakcji pokazują, że firmy zależne od jednej osoby sprzedają się z wyraźnie niższym mnożnikiem niż firmy o porównywalnych wynikach, ale prowadzone przez zespół. Mechanizm zaczyna działać wcześniej niż przy sprzedaży, bo ten sam argument pada przy wniosku o finansowanie i przy dużym kontrakcie, gdzie druga strona pyta, co się stanie, gdy właściciela zabraknie.

Jest jeszcze czwarta zmiana, mniej mierzalna i chyba najmocniej odczuwalna po drugiej stronie. Ludzie, którzy dostają prawo rozstrzygania, zaczynają przynosić rzeczy, o które nikt ich nie prosił: uproszczenia w obiegu dokumentów, wyłapane błędy w wycenach, pomysły na obsługę trudnego klienta. W firmie, w której wszystko zatwierdza jedna osoba, ta energia po prostu nie ma gdzie się podziać.

 

Gdzie ta droga ma swoje granice?

Uczciwie mówiąc, nie wszystko da się oddać i nie każdej firmie opłaca się to akurat teraz.

Część odpowiedzialności zostaje po stronie właściciela z mocy przepisów i tego nie przenosi się na nikogo. Przy zespole do kilkunastu osób osobna warstwa decyzyjna bywa kosztem, a nie zyskiem. Tam więcej daje uporządkowanie kilku powtarzalnych spraw. Ta zmiana wymaga też kwartałów, nie tygodni. Pierwsze zmiany w codziennej pracy widać po kilku tygodniach konsekwentnego trzymania się nowych zasad, natomiast firma, która realnie wytrzymuje dłuższą nieobecność właściciela, buduje się miesiącami.

Samo przestawienie decyzji też ma granicę. Jeśli oddasz decyzje, a wiedza zostanie w Twojej głowie, zależność wróci przy pierwszej nietypowej sprawie (i wygląda to wtedy jak dowód, że zespół sobie nie radzi, choć powód jest inny).

Bywa też, że niezależność nie jest tutaj właściwym narzędziem. Czasem lepszy efekt daje lepszy podział ról, czasem jedna dobra procedura, czasem zatrudnienie osoby, której w firmie brakuje. Warto najpierw sprawdzić, gdzie sprawy realnie się zatrzymują.

 

 [C1]ZMIENIONE PRZEZE MNIE, jedyna moja ingerencja w treść, która została w tym pliku. Po Twojej redakcji pierwsze zdanie tej sekcji brzmiało „…odczuwasz JĄ w codziennej pracy”, a zaimek nie miał poprzednika, bo słowo „zmiana” nigdzie wcześniej nie padło. Kolejne zdania mówiły o „drugiej” i „trzeciej” zmianie, więc wyliczenie zaczynało się od drugiego elementu. Wstawiłem „zmianę odczujesz w codziennej pracy” oraz „Druga zmiana dotyczy ciągłości”. Reszta akapitu jest Twoja, bez zmian.

 

 [C2]USUNIĘTE PO TYM AKAPICIE: opis przypadku (firma na niespełna trzydzieści osób) razem z poprzedzającym go zastrzeżeniem poufności, czyli cztery akapity. Wyleciały też dwa akapity, którymi próbowałem je zastąpić: o tym, co wypada z kalendarza właściciela, i o zapisanych zasadach decyzji. Pierwszy powtarzał listę „co zostaje przy Tobie” z sekcji o oddawaniu decyzji, drugi był źle napisany. Sekcja kończy się teraz na tym akapicie. KONSEKWENCJA DO ŚWIADOMEJ DECYZJI: korzyści nie mają już dowodu w postaci opisu projektu, stoją na mechanizmie oraz na dyskoncie za osobę kluczową.

O co najczęściej pytają właściciele?

Od czego zacząć, jeśli dziś wszystko przechodzi przez Ciebie?

Od tygodnia notowania. Zapisujesz każdą sprawę, która czekała na Twoją zgodę, i przy każdej zaznaczasz, czy wnosiłeś wiedzę, czy sam podpis. Sprawy z drugiej grupy są pierwsze do oddania.

Czy uniezależnienie firmy od właściciela znaczy oddanie kontroli?

Nie, zmienia się poziom, na którym decydujesz. Bieżące decyzje zapadają w obszarach, a przy Tobie zostaje kierunek, obsada najważniejszych ról oraz granice ryzyka. Wpływ na to, co się dzieje, zostaje, tylko przestaje wymagać Twojej obecności przy każdej sprawie.

Ile to trwa?

Pierwsze zmiany w codziennej pracy widać po kilku tygodniach. Firma, która wytrzymuje dłuższą nieobecność właściciela bez spadku wyników, buduje się kwartałami. Zależy to głównie od tego, ile wiedzy trzeba wyjąć z jednej głowy.

Czy to to samo co sukcesja?

Nie. Sukcesja dotyczy przekazania własności oraz sterów następcy, a uniezależnienie firmy od właściciela pracuje na sytuacji, w której zostajesz. W praktyce jedno przygotowuje drugie, bo firma działająca bez właściciela na co dzień jest łatwiejsza do przekazania. Sam proces przekazania opisujemy w tekście o sukcesji w firmie rodzinnej.

Co zrobić, kiedy zespół nie chce brać decyzji?

Zwykle nie chodzi o brak chęci, tylko o brak granic i o to, co dzieje się po pomyłce. Jeśli pierwsza błędna decyzja kończy się odebraniem uprawnień, zespół szybko wraca do pytania o zgodę. Pomaga nazwanie progów wprost i przejście przez pierwsze potknięcie razem.

Czy taka firma nie zrobi się korporacją?

Porządek w decyzjach nie jest korporacyjnością. Chodzi o to, żeby sprawy nie wracały wszystkie do Ciebie, a nie o kolejny szczebel akceptacji. W firmie na kilkadziesiąt osób wystarcza zwykle kilka zapisanych progów i jedno cykliczne spotkanie.

Od czego zacząć uniezależnianie firmy od właściciela?

Ta zależność nie przeszkadza, dopóki właściciel jest na miejscu. Ujawnia się dopiero wtedy, kiedy go nie ma, a to najgorszy moment na ustawianie czegokolwiek.

Pierwszy krok mieści się w jednym tygodniu i jest nudny: jeden tydzień notowania spraw, które czekały na Twoją zgodę. Druga rzecz to jeden obszar oddany razem z progiem decyzyjnym, nie dziesięć naraz. Trzecia to spisanie tego, co dziś istnieje wyłącznie w Twojej pamięci.

Uniezależnić firmę od właściciela da się bez oddawania kontroli. Trzeba tylko wcześniej rozstrzygnąć, co dokładnie w tej kontroli chcesz zatrzymać.

Umów się na darmową konsultację

Scroll to Top